niedziela, 5 kwietnia 2020

Zapomniane schronisko na zamku Bolczów

W Rudawach Janowickich wędrowaliśmy wielokrotnie, niekiedy zaglądając również do pozostałości zamku Bolczów, oddalonego o niecałą godzinę drogi od Janowic Wielkich. Nigdy nie kojarzyliśmy tego miejsca z jakimkowiek szerszym zagospodarowaniem turystycznym, choć gdzieniegdzie można się było natknąć na krótkie notki informujące o tym, że kiedyś na zamku funkcjonowało bliżej nieokreślone schronisko. I pewnie jeszcze długo nie rozwinęlibyśmy naszej wiedzy w zakresie tego tematu, gdyby nie narodowa kwarantanna koronawirusowa i związana z nią konieczność zorganizowania sobie znacznie większej puli czasu we własnym domu. Długo się nie zastanawiając, sięgnęliśmy do cyfrowych archiwów i nagle schronisko na zamku Bolczów stało się nam bliskie jak nigdy dotąd :) W szczególności zainteresowały nas losy tego miejsca po 1945 roku - jak to się stało, że stosunkowo szybko zupełnie zniknęło ono ze świadomości okolicznych mieszkańców, o przyjezdnych turystach nie wspominając.

Schronisko na zamku Bolczów w 1929 roku
Schronisko na zamku Bolczów w 1929 roku [fot. polska-org.pl]

PRÓBY OCALENIA SCHRONISKA


Okazuje się, że zamkowe schronisko nie było obiektem, nazwijmy to, pierwszej kategorii. W okresie niemieckiego panowania na tym terenie w obrębie murów zamkowych, wpisanych z kolei w naturalne skalne otoczenie, wzniesiono niewielką przybudówkę, która mieściła schronisko turystyczne, oferujące miejsca noclegowe i wyżywienie.

W pierwszych latach po włączeniu Ziem Odzyskanych do Polski w Rudawach Janowickich brakowało czynnego schroniska dostępnego dla powoli odbudowującego się ruchu turystycznego. W latach 1945-1946 odbywała się inwentaryzacja majątku turystycznego na terenach włączonych do Polski, jednak z nieznanych powodów schronisko na zamku nie znalazło się w żadnym z powstałych wówczas sprawozdań, pozostając nieczynnym i niszczejąc.

Dopiero w 1949 roku jeden z pracowników urzędu powiatowego w Jeleniej Górze (zarazem członek Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, PTT) Artur Szyndlarewicz udał się na rekonesans w Góry Sokole, z którego sporządził notatkę służbową. Zwrócił w niej uwagę, że od kilku lat nikt nie dba o ruiny jedynego w Rudawach zamku, co w niedalekiej przyszłości może doprowadzić do ich całkowitej zagłady i do rozkradzenia zamkniętego schroniska.

W tym samym roku w sprawie Bolczowa wypowiedział się też znany sudecki przewodnik Tadeusz Steć, proponując wznowienie działania tutejszego schroniska na wzór zamku Chojnik, gdzie na taki właśnie ruch się zdecydowano. Steć zwracał uwagę, że powtarzane w okolicy "legendy" o skarbach pozostawionych na zamku przez uciekających Niemców doprowadziły do tego, że mury obiektu zostały w wielu miejscach porozbijane przez osoby łase na szybkie wzbogacenie się. Brak opieki nad zamkiem i schroniskiem ułatwiał zadanie domorosłym "poszukiwaczom skarbów", a w gruncie rzeczy po prostu wandalom.

Fragment murów zamku Bolczów w 1959 r.
Fragment murów zamku Bolczów w 1959 r. [fot. "Nowiny Jeleniogórskie" z 16 IV 1959 r.]

Pod koniec 1949 r. wspomniany wyżej urzędnik i miłośnik gór z Jeleniej Góry skierował pismo do regionalnych władz Lasów Państwowych we Wrocławiu (zarządcy terenu wokół Bolczowa) z zapytaniem o możliwość taniego wydzierżawienia znajdującego się wciąż w przyzwoitym stanie budynku schroniska. Po kilku tygodniach - o dziwo - otrzymał odpowiedź pozytywną wraz z namiarami na lokalną komórkę Lasów, z którą należałoby zawrzeć stosowną umowę. W tej sytuacji powiat jeleniogórski skontaktował się z Dyrekcją Turystyki Sudeckiej PTT, informując o uzyskaniu zgody na dzierżawę obiektu i prosząc uzgodnienie szczegółów umowy ze wskazaną jednostką Lasów Państwowych. Niestety, powołana do troski o obiekty turystyczne organizacja odmówiła zajęcia się sprawą, tłumacząc się brakiem pieniędzy i zasobów kadrowych...

RUINA SCHRONISKA W RUINACH ZAMKU


Przykro to stwierdzić, ale opisana tu wymiana pism , która miała miejsce pod koniec lat 40. XX wieku była tak naprawdę pierwszą i zarazem ostatnią "formalną" próbą ocalenia schroniska na zamków Bolczów po objęciu tych terenów przez polską administrację. W latach 50. po zamkowym dziedzińcu śmiało harcowali złodzieje, powoli rozbierając drewniane elementy konstrukcji schroniska, prawdopodobnie w celach opałowych. Nadal jednak zapuszczający się tu od czasu do czasu dziennikarze oceniali (1954 r.), że obiekt można by było stosunkowo niedużym kosztem odnowić i przystosować do potrzeb turystów.

W 1960 roku na miejscu pozostał już tylko drewniany szkielet budynku, który ostatecznie rozebrano pięć lat później w ramach, jak się uważa, pierwszych prac konserwacyjnych podjętych na zamku Bolczów po włączeniu Rudaw Janowickich do Polski. Pozostawiono wówczas jedynie kamienne fragmenty ścian schroniska, które są dobrze widoczne do dziś i można je zobaczyć na zdjęciach, do których link link podajemy poniżej.

[Współczesne zdjęcia zamku Bolczów, w tym murowanych pozostałości schroniska, zobacz tutaj!]

Aż trudno uwierzyć, że w tak pięknym, rozległym, popularnym wśród turystów pieszych i uprawiających wspinaczkę skałkową pasmie górskim w 2020 roku istnieje tylko jedno czynne schronisko, a mianowicie "Szwajcarka" u stóp Krzyżnej Góry. Losy obiektu na zamku Bolczów są z jednej strony kolejnym przykładem nieudolnego "zarządzania" majątkiem zastanym na Ziemiach Odzyskanych, z drugiej zaś strony wywołują tym większy smutek, jeśli pomyślimy, jak wielkim "hitem" mógłby on zostać obecnie jako "oryginalna i przytulna" (jak pisał reporter wrocławskiej "Gazety Robotniczej" w 1959 r.) turystyczna przystań w romantycznych i tajemniczych zarazem murach dawnej warowni.

Przy pisaniu artykułu korzystaliśmy m.in. z materiału T. Rzeczyckiego Schronisko turystyczne w ruinach zamku Bolczów, "Rocznik jeloniogórski" 2013.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza